27 listopada 2016

Żyjemy dalej 2

2, bo okazało się, że nius "Żyjemy dalej" bez dwójki już był, rok temu. Dopiero wracamy do żywych. Dziś ostatni raz objechaliśmy okolicę w celu zdjęcia ogłoszeń i poinformowania ludzi w punktach specjalnych (sklepy, duże nieogrodzone gospodarstwa z psami, itp). Bo dziś jeszcze mieliśmy telefon z Boćwinki, że podobny pies… Więc żeby ludzi zwolnić z czujności, byliśmy dziś w tamtych stronach. Bliższą resztę objechaliśmy wcześniej. I wciąż na Czarliego patrzymy z niedowierzaniem. Więcej szczęścia niż rozumu. Ale emocje powoli gasną i wraca tęsknota. Za Miodziem, za Bilbo, za Belfegorkiem… Tylko Wilkuś już ze spokojem ułożył się w naszej pamięci.

jedno ze zdjęć, które ostatnio robiło za tło na FB, bo ostatnio zmieniamy tła jak rękawiczki! (prawdopodobnie zdjęcia mogą oglądać tylko użytkownicy fejsbuka)

Czarli bardzo się zmienił. Nie żeby od razu był spokojnym, odważnym czy pełnym ufności psem. Ale wyraźnie docenił dom i nie ma takich nagłych zwrotów w nastroju. Rzadko kiedy ziaje, jeśli, to bardzo krótko. Nie boi się jeść, wchodzić do domu, na spacerze nie zaczyna nagle ciągnąć w panice. Ale przed ucieczką też już były postępy i co?
Przed wyjazdem chwaliłam go, że leży na pleckach, robi kizia mizia, ale wystarczyło, że nie było nas kilka godzin, że Robert wrócił beze mnie, i pies wpadł w panikę.

jak było już pięknie w albumie Czarli - 19-ty dzień z nami

Nasze życie zatrzymało się na cztery dni, ale życie w ogóle toczyło się w najlepsze dalej. Przed też się działo. Czarli wyparł wszystkie inne sprawy, które jednak nie przestały istnieć.

Na przykład mieliśmy już regularną zimę

więcej w albumie Na spacerze 12 listopada

i nawet odśnieżarka, w kącie od dawna, obudziła się z letniego snu:

a u nas wciąż niesprzątnięte bałagany…

więcej w albumach Zima wkoło Tulipana i Zima koło Domku na górce

Ciekawostka przyrodnicza:

jakby ktoś nie wiedział, to trampolina

Zimowa wersja trampoliny została ochrzczona przez Kingę lodówką dla żab, jako że w czasie, gdy żaby i ropuchy nie śpią, siedzą tam - nie wiemy, czy wpadają niechcący, czy specjalnie tam włażą, a że nie mogą potem wyjść, co jakiś czas robimy akcję wydobywczą. Teraz pewnie siedzą zagrzebane w piachu. Tak, tak, z racji, że pod spodem jest piasek, należy się domyślać, do czego służy zimą naszym kotom… znaczy jednemu kotu:( A za kotem wczołguje się tam Lodzia;)

Po zimie, na szczęście dla Czarliego, przyszło ocieplenie. Wprawdzie, jak wiecie, najpierw lało, przez co mamy teraz różowego psa, ale potem przestało i jak na tę porę roku, wyjątkowo było ciepło w nocy. To prawdziwy cud, że Czarli nie dostał żadnego zapalenia płuc. Wrócił niestety cały w kleszczach. Obroża kiltix, którą miał ze schroniska, w naszych warunkach nie zdaje egzaminu, bo nie znosi wody i w tych upiornych deszczach nie miała szans go ochronić. Jeszcze jakiś czas będę wypatrywać objawów piroplazmozy, ale skoro fatum się odwróciło, mam nadzieję.

W międzyczasie zrealizowano fundusz sołecki. Najpierw na plażę gminną przyjechała kopara i byliśmy pełni obaw.

A o to skutki:

paskudna i nieprzydatna do niczego wiata, którą postawiła dawno temu poprzednia kadencja, dostała osłonę od wiatru, w środku postawiono stół i ławki, więc wiacie nadano sens, obok zrobiono miejsce na ognisko, co być może zabezpieczy trawę na plaży przed wypalonymi wieloma dziurami, tylko grillowi wieścimy krótki żywot, oby nie, ale sądząc po tym, że żaden kosz na śmieci, nawet dziurawy, nie uchował się na plaży…

wyrównano brzeg, dzięki czemu znowu powstało łagodne zejście do wody, bo odkąd bobry grasują ze zdwojoną siłą i podniósł się poziom jeziora, była stroma skarpa i nawet psy już nie dawały pić wody z brzegu

No i powstał parking, dzięki czemu samochody może nie będą parkować wśród plażowiczów pod drzewami, chociaż tu bym też wątpiła, czy niektórzy będą umieli rozstać się ze swoim pojazdem, zwłaszcza, że służy im za źródło muzyki umpa, umpa, bez której piwo na plaży już tak nie smakuje…;) Więcej zdjęć z plaży gminnej w albumie Fundusz sołecki zrealizowany!

Wczoraj chyba odbyło się oficjalne otwarcie, bo widzieliśmy wójta zmierzającego w tę stronę i podobno pod grillem nahajcowano, ale my byliśmy zajęci przyjmowaniem słoneczek;)

Na naszej plaży natomiast bez zmian, tyle że odbyła się kolejna rozprawa. Wiecie, że to już zaraz dwa lata, jak ta ohyda stoi?? Zmienił się sędzia (i może dobrze, bo tamta sędzina… szkoda gadać), więc baliśmy się, że wszystko od nowa. Na szczęście ustalono kontynuację i pozwolono naszym świadkom zeznawać w najbliższych im sądach, a nie przyjeżdżać do Zawad. Ale o tym wspominałam ostatnio, nie wspominałam natomiast o wizycie policji w sprawie letniej dywersji. Dopiero teraz zeznawałam w tej sprawie. Oczywiście sąsiad znowu wycenił straty na jakieś miliony, tak jak było z chińskim badziewiem, tylko tym razem swoje oskarżenia opiera na przewidzeniach kolesia, który wtedy mu pilnował posesji. Że niby z obcęgami mnie widział. I słyszał. I że spłoszona uciekłam:) Cha, cha. Pamiętam to zdarzenie. Pamiętam, jak filowałam na brzeg sąsiadów snując sobie różne fantazje (najlepsze są o tym, że meteoryt trafia Magdalenkę i landarę;)) i nagle zza krzaków jakiś jehowski przylizus wyłania się z cicha pęk. Jak duch. No normalnie zawał. Być przyłapanym na takich fantazjach, wiadomo, odruch się zmyć:) Dobrze, że nie oberwał tłuczniem! Bo dzień w dzień w ramach walki z glutami i tłuczniem na dnie, jeszcze z czasów rynny, która rzygała w nasze zejście do wody ostrymi kamykami, które nas dotąd kaleczą, przerzucałam je do sąsiadów za siatkę (w różnych stadiach dywersji) - żeby szły, skąd przyszły:)

choć może zmianą jest to, że poziom wody jeszcze się podniósł, bobry nie ustają w pracy a ostatnie ulewy dopełniły dzieła - pieńki prawie pod wodą, tak jak i kamień (za Lodzią nieco w prawo) - więcej zdjęć w albumie Nad wzburzonym jeziorem

Przed ucieczką Czarliego zgłosiła się do nas Polska Federacja Turystyki Wiejskiej „Gospodarstwa Gościnne”, że realizuje projekt na terenie województwa warmińsko -mazurskiego polegający m.in. na kategoryzacji bazy noclegowej i poszukuje ciekawych kwater z klimatem i atrakcyjną ofertą. Spytali, czy jesteśmy zainteresowani bezpłatną kategoryzacją (normalnie, dla niezrzeszonych, kosztuje 700 zł, więc za dwa domy 1400!), mają jeszcze ofertę dla trzech kwater na Mazurach, jeśli tak, to każdy nasz obiekt byłby kategoryzowany oddzielnie. No to najpierw się zgodziłam, a potem przeczytaliśmy, jakie warunki musimy spełnić i uznaliśmy, że się nie bawimy w te klocki. Szkoda życia. Grzecznie odmówiłam pani, że to nie dla nas, że to niezgodne z naszą filozofią i nam niepotrzebne, mając na uwadze kupę bezsensownej roboty, jaka by nas czekała, w dodatku w obliczu mojego wyjazdu. No i jak wiadomo wtedy zginął Czarli, więc w ogóle przestaliśmy o tym myśleć.

Ale pani była nieustępliwa. Zadzwoniła do Roberta w najgorszym momencie, więc ją zbył, po czym znowu napisała mejla, w skrócie sprowadzającego się do tego, że jesteśmy głupi, szkoda, by najfajniejsze obiekty w okolicy straciły taką okazję i że nic nie musimy, nadajemy się bez żadnych zmian. No to oddzwoniłam, na szczęście Czarli już wtedy się znalazł, powiedziałam, że jak chce, niech przyjeżdża, ale nic nie zrobimy, będzie jak jest. I oczywiście nie wytrzymaliśmy. Badziewnej szafce z krzywymi drzwiczkami zamówionej wcześniej na Westwingu (jeszcze gdy planowaliśmy sprostać) dorobiłam kafelki z krzyżykami, aby robiła za apteczkę,

zrobiłam też szyld do Domku - dawno już miałam zrobić, ale wiadomo, wciąż co innego ważne. Szyld pokazałam na podłodze , bo za zimno, by przykleić;)

robota oczywiście odbywała się w kuchni, pod czujnym okiem Czarliego

I w tym miejscu wywaliło mi w kosmos pół godziny pisania:( O tym, jak Czarli się zmienił, jak uwierzył w siebie. O ludziach, którzy pomogli i o wiejskiej rzeczywistości, która stała się bardziej szara, nie tak czarna. O ludziach, którzy kochają swoje zwierzęta, o tych, którzy przejmowali się losem Czarliego, którzy dzwonili, choć nie musieli. Ale i o tych, którzy spekulowali, czemu szukamy psa z takim poświęceniem. Czemu? No wiadomo, dla pieniędzy. Są tu tacy, którzy do tego stopnia przypisują innym swoje, że twierdzą, iż „nic nie robimy”, podejrzane jest z czego żyjemy, no ale wreszcie się wydało - żyjemy z psów!:) Płacą nam za to, że bierzemy psy ze schroniska, dlatego musieliśmy znaleźć Czarliego!
Żal mi takich ludzi. Nie zaznali miłości, czułości w dzieciństwie, jak więc mogą rozumieć, że ktoś może z poświęceniem kogoś szukać. Ich nikt by nie szukał, nikt by się dla nich nie poświęcił, więc boją się takiej wersji. Bezpieczną wersją jest finansowy interes.

I niestety naoglądaliśmy się w trakcie poszukiwań Czarliego!:( Wciąż w okolicznych wsiach małe psy dźwigają ciężkie łańcuchy (najbardziej spektakularnym widokiem był york na łańcuchu przy mikroskopijnej budzie:(), nastroszone, zaropiałe koty kulą się pod ścianami, bo nikt ich nie wpuści do domu, a najszczęśliwsze psy, które biegają wolno, są skołtunione i często chore. Lata świetlne zanim ludzie ogarną się sami ze sobą, a co dopiero z żywym dobytkiem, a może nigdy się nie ogarną. Na szczęście są też inni. Normalni.

Lodzia wróciła do starych zwyczajów, tylko trzeba ją znosić ze schodów, bo wejść, wejdzie, natomiast nie może zejść, bo schody ją kłują (mają kolce na brzegu zabezpieczające przed ześlizgnięciem się) a więcej zdjęć w albumie Idzie mróz

I na koniec.
Błagam, nie piszcie w takich chwilach „na pewno się znajdzie”, „będzie dobrze”. Zrozpaczony człowiek nie jest w stanie słuchać pustych zapewnień i jest mu tylko gorzej od niepopartych niczym pocieszeń. Miodzio miał się na pewno znaleźć i co? Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń, jakie czyhają na nasze zwierzęta, myślę, że boją się spojrzeć realnie na nasz świat, łatwiej widzieć sielankę, niż jastrzębie, lisy, wilki, agresywne szwendające się psy, mróz, puszczę, bagna, niezabezpieczone studnie i doły… Czarli znalazł się przez ogrom włożonej w to pracy i dobrą wolę ludzi. Ale mógł się nie znaleźć. Mimo niezgubionej adresówki, mimo nadziei, że instynkt w końcu każe mu się zatrzymać i podejść do ludzi. Mógł drugiego dnia zginąć w Dybowie pod kołami samochodu (doniesienie kierowcy), mógł zostać zagryziony przez agresywne psy biegające po Czerwonym Dworze (ostrzeżenia tamtejszych mieszkańców), mógł nie mieć szczęścia, nie być zauważonym przeze mnie w tym rowie i za kilka dni zamarznąć leżąc wykończony w polu. Mogło być wiele wersji i mogliśmy nie wiedzieć, co się stało. Jeżdżąc po okolicy widywaliśmy inne ogłoszenia i słuchaliśmy o zaginionych psach. Pamiętamy historie z przeszłości. Znajdowane po psach tylko nogi. Psy, które zniknęły jak kamień w wodę, czy na przykład historię owczarka Grzegorza, psa, który po wypadku wyskoczył w szoku z samochodu, przybłąkał się do sąsiedniej wsi, po czym facet zamknął go w stodole, a następnie wywiózł do odległej miejscowości przy drodze Olecko - Olsztyn i zostawił na przystanku, „bo nie wiedział co z nim zrobić”. Wilczur był piękny, zadbany, więc ktoś go pewnie zabrał, ale do domu nie wrócił:(
Czarliemu się udało, miał potrzebny w takich sprawach łut szczęścia.

ale już chyba pozostanie różowy:) a więcej w albumach Mów mi Pink i Czarli po powrocie

A teraz pracujemy nad relacjami z Robertem, bo ja znowu zaraz wyjeżdżam, a potem za trzy dni znowu. Robert ma chodzić z Czarlim na spacery i dawać żreć. Czyli musi przejąć opiekę nad psami. W ogóle niech przestanie zajmować się tym, czym musi, w końcu praca przy psach wystarczy:) No tylko gdzie ta kasa??;)

w ramach tego dzisiejszy spacer, a więcej w albumie Spacer w ramach przyzwyczajania Czarliego do Roberta

No i pracujemy nad lokalizatorem GPS. Okazało się to dość skomplikowane. GPS już jest, problemem jest znalezienie operatora komórkowego, który się nadaje do takich urządzeń. Polscy operatorzy są w tej sprawie jeszcze w lesie! Mam jednak nadzieję, że jutro/pojutrze będzie już można zadzwonić do Czarliego:)

No to na koniec różowy misiaczek :

Komentarze

Ewa U., 2016/11/27 22:59
Pierwsza zadzwonię do Czarlinka! I powiem mu, że są tablety na kleszcze, dopaszczowe, smaczne (wiem od moich psów) i bardzo skuteczne. Jedna tableta chroni przez co najmniej 3 miesiące, cenowo w przeliczeniu na miesiąc wychodzi jak te w szyję, które g... chronią. Całą wiosnę iskałam psy, aż w czerwcu dowiedziałam się o tabletach. Do teraz nie było na moich pieskach ani jednego kleszcza. Pewnie jest to zajzajer, ale te w szyję też nic dobrego. Jednak chyba lepsze to, niż babeszjoza czy inna jakaś "oza".

Spróbuj Czarlinka wyczesać po szyją drucianą szczotką, jeśli pozwoli. Trochę na pewno pomoże. Wytarza się ze dwa razy w śniegu i będzie gites.
ania, 2016/11/27 23:15
Ale w zasadzie może być różowy:)
O tabletach słyszałam od Kingi jak już w tym roku zainwestowaliśmy w Foresto - też działa! Czarli na razie dostał kropelki, od przyszłego sezonu kleszczowego dokonamy właściwego wyboru!
Monika, North Carolina, 2016/11/28 10:56
My smarujemy koty (na psy tez jest) na karku 1 tubka miesiecznie Advantage II - specyfikiem produkowanym przez niemiecki Bayer. W PL na pewno tez to sprzedaja. Dziala skutecznie na pchly, kleszcze itp. Tzn. koty wciaz wychodzace do lasu i na lake - naprawde nie przynosza zadnego robactwa. I chyba nie szkodzi to im na tzw. stan ogolny, chociaz ich watroba na pewno jakos to musi przeprocesowac.
Co do podejrzen obcych, skad i jak mamy pieniadze, dlaczego cos robimy, po co, dla kogo... - ksiazki mozna by pisac. Byle temat wystarczy, zeby ciagnac glupoty. Najlepiej sie nie wdawac w kontakt. Najwazniejsze, ze Charlie jest znowu z wami, w domu. A pewnie jeszcze niejedna taka psia przygoda moze sie wam zdarzyc, niestety.
Szkoda waszego Miodzia, ale coz... Robert mial racje, ze maluch nie powinien sie oddalac od domu, bo swiat za plotem podworka jest niebezpieczny. A i na samo podworko moze zlo wpasc. No i Robert wykrakal.
ania, 2016/11/28 12:05
Niestety wszelkie specyfiki po jakimś czasie przestają działać na danym terenie. Kleszcze się uodparniają:( Składnik czynny Advantage w naszym kleszczowisku już został rozpoznany.
ola z Katowic, 2016/11/28 10:59
Czarli - Różowy cudnie układa się do snu ... tak wyobrażam sobie niebo, ze szczęśliwymi zwierzętami, bez tych kotów nie wpuszczanych do domów, ... itd
Małgosia C., 2016/11/29 18:01
Robert wygląda z tą czeredą jak hodowca jakieś beżowej rasy, może to jest powód tego Waszego mienia psów. I poszukiwań z takim zapałem Czarliego. Czy to nie jest różowoszyi prototyp ?
ania, 2016/11/29 22:49
Ależ one są żółte, nie beżowe!:)
A różowy mnie się też podoba!
Skomentuj:
ADYQL
 
 
zyjemy_dalej_2.txt · ostatnio zmienione: 2016/11/27 23:05 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika