1 listopada 2016

Żywi i martwi

Dzień zmarłych. Na szczęście, odpukać, w ostatnim czasie nie umarł nikt z ludzkich bliskich. Na grobach bliskich i przyjaciół nie możemy dziś być, będziemy w innym terminie, ale zwierzęce groby za oknem wystarczą, by poczuć, co to za dzień. Dzień dla żywych, by się zatrzymali nad śmiercią, by w codziennej gonitwie nie zapomnieli. Nam nie dane zapomnieć ostatnio. Ale to też dzień miłych wspomnień, o ludziach i o zwierzętach. O tych ostatnich dziś w niusie. Tęsknotę łagodzi świadomość, że tylu daliśmy dom. Myślę dziś o wszystkich. I o tych, których w niusie nie pokażę, bo zdjęcia głęboko w pudłach. O moich zwierzakach z dzieciństwa - o kocie Niuńku i bokserce Sadze. I o psie Negro Roberta i Darka. Potem o kocie Peryskopie, pierwszym naszym wspólnym zwierzaku. Nie, przepraszam, pierwsza był świnka morska uratowana z paszczy węża w ogrodzie zoologicznym:) Był też chomik, myszka Franciszek, ze trzy świnki, królik Misia. I myślę o ostatniej, niespodziewanej stracie, o Bilbusiu. Że cierpiał na koniec i był może u nas zbyt krótko, bo tylko niecały rok, a jednak zdążył zapomnieć o schronisku. Jestem pewna, że czuł się zawadzkim psem z krwi i kości;) i śpiąc przy mnie na swojej kanapie nawet już nie śnił o boksie. Że męka umierającego Belfika to nic wobec tylu lat biegania po zawadzkich łąkach. To tylko w kwestii zwierząt, których śmierć sobie wyrzucamy.

świeczki na grobie Bilba i Belfegora

świeczki na kociej kwaterze (gdzie leżą: Mrówcia, Modelek, Szelma, Wilkuś), w głębi przy Kreciku i Miszonie Doris

razem tylko pięć świeczek, bo na poczcie ostało się właśnie pięć (miałam czas przed pracą wpaść tylko na pocztę)

Z nami wciąż staruszek Pieso (oby żył jak najdłużej!), wariatka Lodzia, Czarli, który robi minimalne a jednak postępy, górkowe Łatka, Burasek, z którymi wciąż dylemat - przenosić czy nie do nas z górki, pozostała przy życiu jedna z dziewczyn, Strzała, no i nasz antydepresant, podrostek Miodzio. Dziś przypomnę Wam nasze psy i koty, które odeszły odkąd jesteśmy w Zawadach. A na koniec kilka słów o czwartym dniu z Czarlim.

Puma nie wiem dokładnie, kiedy zginęła, bo wtedy nie było niusów;) Przyszła do nas z pola w ciężkim stanie, zanim były jakiekolwiek psy, była z nami może dwa lata, coś musiało jej się stać, bo była bardzo ciekawskim kotem i często ryzykowała życie.

:pies z puma.JPG Puma była ukochaną Piesa

Suczuś był naszym psem warszawskim z Palucha, z czasów (1991), gdy nie było sterylizacji, więc dostaliśmy cztery w jednym, a raczej z Suczusiem pięć, i to na Gwiazdkę:) Sunia umarła też w Gwiazdkę, taki to był świąteczny pies;) ale w związku z tym nie byliśmy przy niej:( bo wszyscy byliśmy w Zawadach. Jej śmierć (2002) spadła na moich rodziców, w tym na śmiertelnie chorego tatę:(

Suczuś z Modelkiem

Lunetka, mama Modela, reinkarnacja Peryskopa;), urodzona w 1992, wzięta z ogłoszenia, umarła na to samo co jej syn, czyli na niewydolność nerek, z tego, co liczę, chyba w 2008 roku, w majówkę, na którą na szczęście Magda z Borysem nie przyjechali do Zawad, dzięki czemu Lunetka umarła przy nich.

Lunetka z Modelkiem

Model, kot warszawski, urodzony w czasach (kwiecień 1994), gdy panował mit, że przed sterylizacją kotka musi urodzić. Umarł po wielu latach zakraplania pod skórę z powodu niewydolności nerek 25 września 2011. Przyjechał pekaesem do Zawad i leży z innymi kotami.

ostatnie dni Modelka a pożegnanie w niusie Pożegnanie Modelka

Mrówka, drugi kot zawadzki, przyszła w listopadzie 1999 roku, jak później się okazało, odłączyła się od siostry (ta umarła w zeszłym roku), która została u naszych warszawsko/zawadzkich przyjaciół, a z którą wcześniej została złowiona, gdy w reklamówce spływały rzeczką. Mrówcia zachorowała na chłoniaka, którego długo nikt nie zdiagnozował i z powodu którego oślepła, więc ostatnie miesiące życia była kotką niewidomą, z czym dobrze sobie radziła, gdy już się pogodziła z tym faktem. Stali czytelnicy śledzili jej ostatnie dni, uśpiliśmy ją już bardzo wycieńczoną 22 maja 2012 a pożegnanie w niusie Tłuste myszki w kocim niebie dla Mrówci

Mrówka z Wilkusiem

Mrówka z Belfegorem z czasów budowania nowego pieca w łazience

Szelma, kotka znaleziona przez Roberta na drodze w Olszewie , którą mieliśmy nadzieję uratować, co niestety się nie udało i umarła 25 października 2013 na stole u weterynarz w Ełku, o czym w pożegnaniu Szelma z Modelkiem i Mrówcią

Szelma mieszkała z nami 2 tygodnie

Ryszard mam nadzieję, że nie powinien się tu znaleźć wśród martwych, że wciąż żyje w Niemczech, gdzie zginął 1 marca 2014 na parkingu w drodze do Prowansji

Ryszard, kot warszawski, głównie Madzi, Borysa i i Gucia, raz był w Zawadach

Krecik, piesek z Palucha, wypatrzony tam przez Borysa, przybył jeszcze za czasów Suczusia, ale długo się nie nacieszył jej towarzystwem bo tylko dwa miesiące:( Po naszym zamieszkaniu w Zawadach mieszkał z Borysem, Madzią a potem i z Guciem, ale gdy wyjechali do Prowansji (luty/marzec 2014), przyjechał do nas. Na pewno pamiętacie historię Krecika w Zawadach, w których spędził troszkę ponad rok. Drwiną losu jest to, że umarł tu na raka płuc (uśpiony, gdy już nie mógł oddychać, u dr Jakuszki 31 maja 2015), jedną z rzadszych chorób u psów. Pożegnanie Krecika w niusie Krecik już nie cierpi

Krecik z Belfegorem

pamiętacie jak nosiłam Krecika na spacerach, bo już nie miał siły?:(

Białka, siostra Strzałki, jedna z dziewczyn, które powiła ślepa kotka na przełomie września i października 2012 roku na budowie u zawadzkiej znajomej, a która zginęła 20 lipca 2015 . Późniejsze wydarzenia udowodniły nam, że Białkę zagryzł Forest, jeden z psów sąsiadów, którzy pod pretekstem zagrodzenia psom wyjścia postawili bezprawnie siatkę w jeziorze, a następnie dalej ich nie pilnowali, psy mimo siatki chodziły gdzie chciały, zwłaszcza nocą. Niestety ciała Białki nie znaleźliśmy, podejrzewamy, że sąsiedzi je upłynnili licząc na to, że się nie wyda.

Białka niecały miesiąc przed śmiercią

Białka z Wilkusiem

Wilkuś pierwszy zawadzki nasz zwierzak, był z nami od początku naszego bycia w Zawadach, od marca 1999 roku. Wcześniej był kotem sąsiada, który nagle umarł jesienią 1998 roku. Wilkuś umarł po prostu ze starości w ramionach śpiącego Roberta, 26 czerwca 2016, ok. 3 rano.

tak się prezentował na zawadzkiej pocztówce (i wciąż na pocztówkach jest)

już staruszek na zdjęciu p. Aldony

Pożegnanie Wilkusia w niusie To już nie te Zawady bez Wilkusia

Belfegor, pierwszy nasz pies zawadzki, urodzony na ulicy, wzięty od dr Jakuszki jako 5 miesięczny szczeniak na początku kwietnia 2000 roku. Mógł jeszcze żyć, mimo podeszłego wieku, ale brak nocnej pomocy dla zwierząt w naszej okolicy przesądził o jego śmierci. Umarł z powodu rozszerzenia żołądka 24 lipca 2016, 3.52 rano

Belfegor jeszcze z czarną twarzą:)

Belfi na dywanach

zdjęcie z czerwca tego roku

Pożegnanie Belfegorka w niusie Puste miejsce po Belfegorze

Bilbo jak wiadomo umarł 11 dni temu. Nagle, niespodziewanie, w wieku prawdopodobnie 10-11 lat. Przybył do nas z Palucha 12 grudnia 2015 roku

jeszcze jako grubasek z Belfegorem

i w dniu śmierci cały i zdrowy na spacerze w Olecku, zanim podano mu narkozę, która go zabiła kilka godzin później

Niusy na ten temat:
Bilbo nie żyje:(
Odmawiam dalszych testów

Bilbuś zrobił miejsce dla kolegi ze schroniska, Czarliego. I to jedyne pocieszenie. Dziś dzień czwarty Czarliego w Zawadach. Małymi krokami do przodu. Już nie biega jak oszalały po mieszkaniu. Może dlatego, że siedzę cały dzień przy kompie;) Na spacerze lekka panika na początku, potem znowu zachowywał się jak normalny pies na spacerze, by na koniec pod domem mieć atak paniki porządny. Ale dziś dwa razy ogon miał chwilę w górze i merdał, nie ziaje, nie wstaje za każdym razem, gdy Robert się ruszy, może dlatego, że dziś rusza się ciągle:) I takie miłe zdjęcia na zakończenie tego nostalgicznego niusa, bo życie toczy się dalej:

A więcej o naszych zwierzakach w niusie Zawadzkie zwierzaki wczoraj i dziś

Więcej zdjęć do tego niusa w albumie Powspominajmy... w końcu dziś odpowiedni dzień

Komentarze

z FB, 2016/11/02 00:12
Marzena S: widać, że bardzo kochała Pani swoje zwierzaki

Pod info z 2 listopada: dziś gorzej, znowu ziajanie, pewnie dlatego, że Robert musiał wcześnie wstać i wyjechać, a ja wcześniej do pracy i jest inaczej niż wczoraj, problem w tym, że u nas każdego dnia jest inaczej..

Stefan B: Przywyknie chłopak, spoko.

Karolina W: Dziwne to dla niego ze az mu się tak dobrze trafilo , pomalutku....

Joanna M-B: przyzwyczai się, trzeba dać mu troche czasu, pewnie jeszcze się boi, że zostanie porzucony albo że wroci do schroniska, musi Wam zaufać
Galeria Wiejska: myślę, że w tm momencie to byłby najszczęśliwszy, gdyby mógł wrócić do schroniska;( tam zostało jego poczucie bezpieczeństwa, ale wiem, że się ułoży:)

Marzena S: bedzie dobrze, powolutku, czekamy na kolejne relacje - łapka od Fusi

Magdalena S: Cierpliwości i wytrwałości Wam życzę. Mówią, że dla psa taka zmiana to ogromny stres. Nawet jak na wiele lepsze.
Anna, 2016/11/03 22:40
To wszystko nie jest takie proste! Niestety.
Chciałabym podzielić się swoim doświadczeniem z sunią wziętą ze schroniska. Początki były baaardzo trudne (ucieczka do schroniska, lęk separacyjny, zniszczone drzwi, podrapane ściany. I nagle przyszła dobra rada - choć może brzmieć szokująco - klatka jako nora (przykryta kocem). Otwarta gdy byliśmy w domu, zamknięta gdy wychodziliśmy (na początku również w nocy) Po pewnym czasie sunia uspokoiła się niesamowicie, po około dwóch miesiącach klatka nie była praktycznie używana. Dziś nie ma śladu po lęku separacyjnych. Pozdrawiam i trzymam kciuki.
ania, 2016/11/03 22:52
Też o tym myśleliśmy. Teraz już nie, ale jeszcze wczoraj Czarli wchodził pod biurko.
Monika, North Carolina, 2016/11/03 09:50
Ladny, pogodny nius. Bo zwierzaki zawsze ladnie sie wspomina. Jesli sie je kocha, oczywiscie.

Kota Niunka i suczke Sage bardzo dobrze pamietam. Niuniek byl pierwszym kotkiem, z jakim sie zaznajomilam na naszym podworku. A Saga, sliczna boxerka "zmarszczy-czolko", zawsze cieszyla sie na moj widok, gdy biegalysmy z wami - tez z Argosem, Grazyna i Tobim.

Charlie zas to biedaczek. Chcialoby sie o nim teraz powiedziec, ze "wprawdzie mozna zabrac psa ze schroniska, ale nie mozna zabrac schroniska z psa..." - ale miejmy nadzieje, ze schronisko nie zostanie w Charliem do konca zycia.
Monika, North Carolina, 2016/11/04 08:39
7 lat temu, tuz po smierci (na FIV) naszego 6-letniego kota Lucky'ego, postanowilismy natychmiast wziac ze schroniska nowego kotka. Obejrzelismy na Internecie kandydatow adopcyjnych, omowilismy detale (szczepienia, dokumenty). Wybralismy: zdrowego, pieknego, 11-miesiecznego. Na miejscu okazalo sie, ze jednak powinnismy wziac od razu 2 kotki, bo nasz wybraniec spedzil cale zycie z braciszkiem w jednej klatce, sa nierozlaczne, po prawie roku wspolnego zycia beda tesknic itd. OK. Wieziemy do domu 2 schroniskowe prawie 1-roczne koty: ten sam miot, podobny wyglad, rozmiar, te same losy, klatka, geny, pokarm, schronisko. A okazuje sie, ze to sa koty niesamowicie ROZNE, w charakterze i przede wszystkim - w zachowaniu. Przez pierwsze dni zamieszkaly w sporej, nieuzywanej na codzien lazience (luty oweg roku byl b. zimny). Mialy duzo miejsca i wszysto konieczne do zycia. Hans - chetny do kontaktu i zabawy, ufny, latwy, wesoly, mily. Zawsze przybiegal na nasze pojawienie sie w drzwiach. Herman - bojacy sie i unikajacy nas, chowajacy sie pod wanne, wpelzajacy do szafek, gdy tylko wchodzilismy do pomieszczenia. Chyba przez pierwsze 2 tyg. w ogole nie dal sie dotknac! Zlapany - wyrywal sie, drapal, piszczal, walczyl z nami, jakby mu sie najwieksza krzywda miala za chwile wydarzyc. Na wyciagnieta reke reagowal chowaniem glowy, jakby spodziewal sie byc uderzony. To samo z ogonem. Ludzka reka blisko ogona wywolywala w nim strach - chyba przed tym, ze bedzie szarpany, ciagniety, zada mu sie bol. Ogromnie przykro mi bylo, patrzac na ten wielki strach Hermana. Wydawalo mi sie, ze bardzo dlugo to trwalo. Stopniowo, po ok. 3 tyg. - lody zostaly przelamane: radosne bieganie obu kotow po calym domu. Jednak ze strony Hermana - zachowywana byla wciaz duza ostroznosc w kontaktach z ludzmi. Nie potrafie juz dzis ocenic dokladnie, ile czasu Herman nosil znamie bitego, przesladowanego zwierzaka. Ok. 2-3 m-ce? W kazdym badz razie, w porownaniu z ufnym, wesolym, beztroskim Hansem - roznica byla ogromna. Czulo sie, ze Hermanowi ludzie bardzo dokuczali i on sie bal ludzi.
Po pewnym czasie - zachowanie obu kotow "wyrownalo sie". A moze wrecz, ow bity i szarpany w schronisku Herman, stal sie u nas bardziej ufny i oddany, niz od zawsze odwazny i wesoly Hans.

"Natura czy wychowanie? Co czyni nas tym kim jestesmy?"
ania, 2016/11/04 15:59
Nie da się rozdzielić, nawet bliźniaki różni to, że jeden jest pierwszy, drugi drugi;)
Skomentuj:
HDHMK
 
 
zywi_i_martwi.txt · ostatnio zmienione: 2016/11/01 21:15 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika